Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
832 posty 5387 komentarzy

Serendipity

Andy-aandy - Niezależny wędrownik po necie, czasem komentujący... ———————————————— Ekstraktem komunizmu i jego naturą, tak samo jak naturą każdego komunisty i lewaka są: nienawiść, mord, rabunek, okrucieństwo i donos

Resortowe dzieci w [szatańskim] szale — czyli bezsiła ZŁEGO. "Plucie, kopanie, zrzucanie to stałe motywy w filmach o egzorcystach"

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Troje śmiałków skrzyżowało kopie z demonami peerelu. "Dziennikarze frustraci" przez dekady brani głodem, zepchnięci na margines pism, niszowych pisemek i lokalnych rozgłośni radiowych — podnieśli głowy i zapytali: kto buduje scenę mediów w Polsce.

 

 

 

 

 

 

Resortowe dzieci w [szatańskim — przyp. Andy] szale — czyli bezsiła ZŁEGO. "Plucie, kopanie, zrzucanie to stałe motywy w filmach o egzorcystach"

 

Mistrzowie duchowi i doktorzy Kościoła zawsze przestrzegali przed nieopatrznym wywołaniem demona, a już szczególnie przed igraniem z nim. Po pierwsze jest on nieludzko inteligentny – wie, jakie na kogo zastawić pułapki. A jeśli okaże się , że nie ma czego się chwycić, jest jeszcze bardziej niebezpieczny. Wtedy ogarnia go szał bezsiły.

Bezsiła Złego oznaczać może śmiertelne zagrożenie fizyczności ofiary. Wtedy plucie, kopanie, zrzucanie z wysokości to stały motyw – często zresztą  przedstawiany w filmach o egzorcystach. Zły jest nieprzewidywalny. Zwykły człowiek nie ma wtedy najmniejszych szans. Ale jeśli już się przydarzy stanąć Złemu naprzeciw, należy być bezwzględnie przygotowanym na to, że będzie on przede wszystkim oskarżycielem. Będzie czepiał się czegokolwiek: myśli, zdania, słowa. By wyciągać najmniejsze źdźbła z oka swojej ofiary i powiększać je do niebotycznych rozmiarów. Dotykanie Złego to wędrówka nad przepaścią i dlatego zawsze dobrze jest wcześniej odkryć żelazną osłonę  i chronić się za nią konsekwentnie. Zły wychyla swoją głowę  coraz częściej. Ostatnio możemy obserwować jak kąsa autorów książki „Resortowe dzieci”, posługując się rzecz jasna, innymi.

Oto znalazło się troje śmiałków decydujących się bez żadnego specjalnego oręża, skrzyżować kopie z demonami peerelu. Gdy książka „Resortowe dzieci” trafiła do księgarni przez kilka dni panowała martwa cisza. Ale niebawem huknęła lawina i otworzył się wulkan.  Gorąca lawa popłynęła wszelkimi możliwymi kanałami.  Radio i telewizja; prasa, kolorowa, wysokonakładowa, przeładowana reklamami luksusowych zegarków, samochodów i marketów – zagadała. Autorów książki obwołano, żulią, chuliganerią, frustratami, pałkarzami, „gównozjadami”, którzy „rzygają” i „gardłują” „ultra patriotycznie”. A  ich ofiary nie nadążają z wycieraniem „rzygowin”. Przepraszam za dosłowność,  ale to frazy  gwiazdy  TVN 24 - Marcina Mellera.

Stało się oto coś niebywałego, dotychczas niespotykanego –  "dziennikarze frustraci", przez dekady brani głodem, zepchnięci na margines pism i niszowych pisemek i lokalnych  rozgłośni radiowych podnieśli głowy i zapytali: kto buduje scenę mediów w Polsce, tych prywatnych i publicznych? Kim jest ten, kto się  na niej rozsiadł i gada nieustannie od rana do nocy? Kim jest, kto daje razy, wymierza policzki, gruchocze kości, stygmatyzuje i spluwa przez zęby? Kto każdego poranka i wieczora objaśnia nam naszą gospodarkę, ekonomię, politykę, kulturę, morale? Kto stale poucza biskupów, kardynałów i zwykłych wikarych?

I odpowiedzi na  te pytania przestały być od niedawna tajemnicą. Są w jednej niewielkiej książce trojga dotąd cichych i bliżej nieznanych autorów…

„Jestem wściekła” – jęknęła jedna z bohaterek książki. Jakieś prawicowe gryzipiórki śmiały  zajrzeć do zabunkrowanych cv gwiazdy TVN, „Gazety Wyborczej” i Radia Zet w jednej osobie. Nieznośnie obnażyli skrywane prawdy - „zachowują  się jak wyznawcy Gomułki i McCarthy’ego”. To nie są dziennikarze to „żałośni frustraci robiący biznes na kłamstwach”, to „dziennikarska prostytucja” i „grzebanie w życiorysach” – woła żurnalistyczna blond diva, zaczynająca pracę w polskim radiu w stanie wojennym, gdy jej koledzy lądowali na bruku z wilczym biletem. „Ja tylko raz w życiu na szyi miałam czerwony krawat” woła konwulsyjnie red. Monika, wzór dziennikarskich cnót.  Dalej, przez pół „Newsweeka” - gazety z siedzibą matką w Hamburgu – wylewa  się rynsztok na autorów „Resortowych dzieci”. To „tropiciele ze szkoły SB”.  Książka porównana jest  do marcowej propagandy z 1968 r., inspirowanej przez departament III MSW. To „prawicowi troglodyci”… To tylko krople z morza kloaki wytaczanej  na głowy „niepokornych” autorów. Ufam, że utoną  wraz z tymi, co je miotają, tam gdzie ich miejsce – w  mentalnym ścieku. W tak trudnych dla książki czasach, tytuł  sprzedaje się jak produkt niezbędny do życia.  A przed nami jeszcze kolejne tomy – równie niebezpieczne i wybuchowe - o resortowych dzieciach w bezpiece, sądach, nauce.

Wartością książki jest to, jak została napisana. Dostępnie i zrozumiale, nawet dla przeciętnego czytelnika hamburskiego „Newsweeka” w polskim wydaniu. Wiedza o resortowych dzieciach w polskich mediach, funkcjonowała od dawna w szerokim obiegu historyków, socjologów, ludzi mediów. Jednak dopiero Kania, Marosz, Targalski zebrali materiał w formie skondensowanej zdrowotnej pigułki. I położyli przed oczyma zdumionego czytelnika. Podobnie było z książką Doroty Kani „Cień tajnych  służb”. Autorka zebrała  znane już  fakty, uszczegółowiając je o dane z sądowych akt. I jakby od niechcenia podniosła kurtynę  III RP - państwa mafii i tajnych układów. „Resortowe dzieci” robią  jeszcze większe wrażenie. A przecież  to dopiero introdukcja do głębin  postkomunistycznych czeluści. Diabeł kopytami jeszcze nie raz trzaśnie. Postawię tezę, że po raz pierwszy w historii krajów postsowieckich książka ma szanse dokończyć solidarnościową rewolucję. Rewolucję, która rozgrywa się  już nie w stoczni, nie fabrykach czy na placach, ale w ludzkich głowach…

 

Tekst ukazał się w miesięczniku „Moja Rodzina” nr 2 (2014)

D. Kania, M. Marosz, J. Targalski, Resortowe dzieci. Media, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2013.

 Artykuły dr Hanny Karp


Portret: Dr Hanna Karp

Dr Hanna Karp, medioznawca, religiolog, wykładowca akademicki, publicystka prasy konserwatywnej, autorka książek nt. sekt, nowych ruchów religijnych, New Age. Mieszka w Warszawie.

* * * * *

Książkę "Resortowe Dzieci" można szybko, tanio i wygodnie - kupić w naszym sklepie wSklepiku.pl!

Resortowe dzieci. Media (tom 1) (ebook - mobi)

 

KOMENTARZE

  • @lancelot 08:51:07
    *
    Jak widzisz jest to znakomicie napisany artykuł dr Hanny Karp, jaki ukazał się w miesięczniku „Moja Rodzina” nr 2 (2014).

    Zarówno sowiecka komunistycznqa bolszewia, jak i postbolszewia z jej antyludzkim oraz pedofilskim gender — to jest samo Zło.

    Warto tu wspomnieć prezydenta Ronalda Regana, który nienawidził sowieckiego komunizmu i jako pierwszy znany polityk publicznie określił komunistyczne, zbrodnicze sowieckie imperium jako "Imperium Zła"...

    *
  • ONI są tu obcy, sowieci nawieźli ich – jako swój zdegenerowany, bolszewicki nawóz – na stalinowskich bagnetach
    *
    Stare komuchy nigdy nie pogodziły się z tym, że ich pogląd na świat zbankrutował, okazał się być jedną z wielu herezji, jakich setki było w dziejach ludzkiego gatunku.

    (…)
    Są tu obcy, sowieci nawieźli ich – jak nawóz – na swoich bagnetach i zabłoconych buciorach. Jak ci, co zsyłają chorobę lub złośliwy nowotwór, dołożyli wszelkich starań, aby nas – organizm żywiciela – unieważnić, upokorzyć i zniszczyć.

    Chorobę przeżyliśmy, ale pozostały jej groźne ogniska. Te, w skrytości ducha, mają jednak wobec nas wielki kompleks – wiedzą, że wobec Polaków, są jedynie sowietami drugiej klasy, drugiej świeżości, kundlami szczekającymi na kremlowski rozkaz.

    Dziś drugie i trzecie pokolenie kukułczych jaj Stalina ciągle okupuje najbardziej eksponowane pozycje w Rzeczypospolitej. Nie wypada im jednak dalej krakać w stricte marksistowskim narzeczu, znaleźli sobie zatem nowy wolapik – genderpierdolety.

    Na swój chamsko-buraczany sposób spolszczyli dokonania marksizmu kulturowego i – bez większego zresztą zrozumienia – deklamują nowocześnie brzmiące brednie, mające w istocie stanowić obrzędowy język …nowego kultu.

    Mają też swoich świętych – towarzyszy (ciepłych i zimnych) Baumanna, Kuronia, Geremka, Kiszczaka, Jaruzelskiego, Kwaśniewskiego, Urbana. Niepostrzeżenie stworzyli w Polsce nowy kościół – ołtarze ustawili w tefauenie i jej podobnych postsowieckich przeszczepach i na tych ołtarzach codziennie okadzają pederastów, baby z wąsami, modnie ustrojonych złodziei, zaprzańców wszelkiej maści, słowem wszystko, co może rozmiękczyć ten – tak im wraży – „cholerny gen Polskości”.

    W czasie tych, trwających cała dobę (jak w przypadku tvn 24) nabożeństw, rytualnie strącają także w swoje piekielne otchłanie antypoprawne „złe duchy”: kaczorystów wszelkiej maści, co poważniejszych katolików i księży, piłsudczyków…

    Ten swoisty kościół poprawnej zgnilizny ma też i swoich księży patriotów (znacie tych bezkoloratkowców i marianów), ba – nawet niektórzy biskupi i kardynałowie, nominalnie jeszcze katoliccy, już coraz mocniej puszczają ku nim oczko, dając do zrozumienia: no my jesteśmy z wami, ale wiecie, trzeba tego „polskiego kołtuna” jeszcze trochę popilnować, poogłuszać. (znacie też tych nowoświatowych hierarchów).
    (…)

    Witold Gadowski

    Cytowane za: http://www.stefczyk.info/blogi/dziennik-chuligana/wyskrobac-jezusa,9389763276#ixzz2oEctKPW0
  • @Andy-aandy
    ...
    Stare komuchy nigdy nie pogodziły się z tym, że ich pogląd na świat zbankrutował...
    No właśnie ! Spotkałem sie z opinią że : " takie były czasy, tak się sprawy załatwiało, trzeba było dobrze żyć z władzą "
    Oni mają pretensje, nie o to że postepowali nieetycznie - nie ! Oni mają
    pretensje że my takie postępowanie uważamy za nieetyczne, a ich pogląd na świat jako zbankrutowany.
  • @Andy-aandy 09:55:52
    Guru i gwiazdor Gazetopalaków(KGP) Dawid Wildstein – Bóg nie lubi rodziny

    W najnowszej, kreowanej na prezentującą katolicki punkt widzenia, Frondzie numer 69, w artykule „Mroki namiotu Abrahama. Lewacki teatr” Dawid Wildstein stwierdził, że „Bóg nie lubi rodziny” . Zdaniem Wildsteina „zagrożenie tkwi w rodzinie”, w rodzinie kryją się demony, rodzina ze swej natury jest patologiczną instytucją.

    Dla tego też, zdaniem Dawida Wildsteina, Bóg objawił się Abrahamowi. Celem ingerencji Boga, zdaniem publicysty Frondy, było poskromienie patologii pierwotnej rodziny. Według Dawida Wildsteina Bóg objawia się Abrahamowi i „niszczy tę wspólnotę, łamie jej prawa i zwyczaje, łączące jej członków emocje i popędy”. Bez takiej ingerencji, zdaniem publicysty, rodzina „nie jest nic warta”.

    Według Dawida Wildsteina Bóg ratuje jednostki przed rodziną, „bez Boga rodzina by nas pożarła. Pochłonęła by naszą tożsamość”. Zdaniem publicysty rodzina ze swej natury to „dzika walka o dominacje i ciągły mord”. Według Dawida Wildsteina „horda nadal tkwi w każdej rodzinie” a „kazirodztwo i morderstwo – dwa fundamenty hordy”.

    W swych rozważaniach Dawid Wildstein oparł się na autorytecie Zygmunta Freuda stwierdzając nawet, że „Bóg to pierwszy freudysta. I to freudysta najbardziej radykalny”. Freudyzm zdaniem publicysty przywraca właściwe, zagubione, znaczenie relacji Boga do rodziny, znaczenie tego dlaczego „Bóg nie lubi rodziny”. To freudowskie znaczenie najlepiej współcześnie, według publicysty, ma wyrażać teatr Warlikowskiego.

    Odmiennie od publicysty Frondy kościół katolicki niezmiennie głosi, że Bóg normy moralne zawarł w naturze ludzkiej. Błogosławiony Jan Paweł II podczas swojej pielgrzymki do Nigerii z 1998 roku, w czasie mszy świętej na błoniach Kubwa stwierdził, że „W porządku naturalnym rodzina jest podstawą wszelkiej ludzkiej wspólnoty i społeczeństwa. Z tej podstawowej komórki, jaką stanowi rodzina, rozwijają się rody, plemiona, narody i państwa” które mają „swoje źródło w ludzkiej rodzinie — we wspólnocie męża i żony, matki, ojca i dzieci”.

    W adhortacji „Ecclesia in Africa” z 1995 roku ojciec święty stwierdził, że „małżeństwo ze swej natury jest czymś więcej niż związkiem dwojga osób, ponieważ ma szczególną misję utrwalania rodzaju ludzkiego. W ten sam sposób również rodzina ze swej natury wykracza poza obręb ogródka domowego. ”Rodzinę łączą ze społeczeństwem żywotne i organiczne więzi, stanowi ona bowiem jego podstawę i stale je zasila poprzez swe zadanie służenia życiu: w rodzinie przecież rodzą się obywatele i w niej znajdują pierwszą szkołę tych cnót społecznych, które stanowią o życiu i rozwoju samego społeczeństwa. W ten sposób na mocy swej natury i powołania, daleka od zamknięcia się w sobie, rodzina otwiera się na inne rodziny i na społeczeństwo, podejmując swoje zadanie społeczne””

    W adhortacji Christifideles Laici z 1989 roku Jan Paweł II stwierdził, że „Rodzina jest kolebką życia i miłości, gdzie człowiek „rodzi” się i „wzrasta”, jest podstawową komórką społeczeństwa. Tę wspólnotę należy otaczać specjalną opieką, zwłaszcza wtedy, gdy ludzki egoizm, kampanie antyprokreacyjne, polityka totalitarna, a także nędza i ubóstwo materialne, kulturalne i moralne, jak również mentalność hedonistyczna i konsumpcyjna, niszczą źródło życia, ideologie zaś i rozmaite systemy, z którymi łączą się różne formy obojętności i niechęci, atakują właściwą rodzinie funkcję wychowawczą.”

    Jan Bodakowski

    http://www.pismofronda.pl/wp-content/uploads/2013/12/F69.jpg
  • W sobotę w „Gazecie Polskiej Codziennie” naklejka z pierwszą zakazaną mordą z bolszewickiego "GWna"...
    *
    (...)
    Jeden z autorów „Rzeczpospolitej” porównał Dorotę Kanię, Jurka Targalskiego i nieoczekiwanie mnie do szamanów. Szaman to ktoś, kto niedostępnymi śmiertelnikom metodami zmienia rzeczywistość. Ludzie wcale nie chcieliby czytać wytworów autorów „Gazety Polskiej”, gdyby wcześniej nie zostali zaczarowani. Ale czar mógł zostać rzucony nie tylko na czytelników.

    Wielu bohaterów książki „Resortowe dzieci” zapewne przed jej publikacją było kimś innym. Pamiętają Państwo bajkę o żabce, która po pocałunku zamieniła się w piękną księżniczkę?

    Kim wcześniej byli np. Adam Michnik, Tomasz Lis czy Janina Paradowska? Już słyszę jęki miłośników żuków gnojowników, skunksów czy hien, by nie nadużywać skojarzeń.

    Swoją drogą, gdyby w miejsce zakazanych twarzy wkleić fotografie tych stworzeń, wiele osób nie miałoby problemów z odgadnięciem, o kogo chodzi. (...)

    Cyt. za: http://niezalezna.pl/50974-strzelajace-gitary

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY

więcej