Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
832 posty 5387 komentarzy

Serendipity

Andy-aandy - Niezależny wędrownik po necie, czasem komentujący... ———————————————— Ekstraktem komunizmu i jego naturą, tak samo jak naturą każdego komunisty i lewaka są: nienawiść, mord, rabunek, okrucieństwo i donos

Nierozliczony rachunek sowieckich zbrodni na Polakach

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Na polskiej ziemi nie powinno już być żadnych pomników zbrodniarzy z "bohaterskiej Armii Czerwonej". W roku 1939 armia sowiecka była krwawym agresorem — tak samo jak i armia niemiecka. W latach 1944-1945 przynieśli nam nową, morderczą okupację.

System sowiecki oparty był na gwałcie. rabunku oraz terrorze. Komuniści popełnili niezliczone zbrodnie. Sowieckich niewolników oddzielała od świata żelazna kurtyna zainstalowana przez komunistycznych zbrodniarzy oraz oprawców z sowieckiego Kremla. I Związek Sowiecki i jego kolonie — jak na przykład tzw. PRL — były niczym jeden wielki i zbrodniczy — komunistyczno-bolszewicki GUŁag.

 

Nierozliczony rachunek sowieckich zbrodni na Polakach

Nasz Dziennik zamieścił artykuł Piotra Szubarczyka zatytułowny "Nierozliczony rachunek", w którym przypomina zbrodnie sowieckich armii w Polsce po sowieckim najeździe na Polskę w dniu 17 września 1939 roku. Jednak zdegenerowani sowieccy zbrodniarze mordowali tysiące Polaków już od początku krwawej komunistycznej rewolucji w 1917 roku. 

Poniżej kilka cytatów z tego artykułu.


 Nierozliczony rachunek

W całej Polsce, nominalnie suwerennej od 23 lat, stoją pomniki "bohaterskiej Armii Czerwonej".

W roku 1990, na fali entuzjazmu wywołanego zapewnieniami, że „komunizm w Polsce upadł”, niektóre odradzające się samorządy obaliły te monumenty – świadome, iż są one symbolami sowieckiego panowania w Polsce, a nie pomnikami wojennymi. (...)

„Wyzwolenie od ’jaśniepanów’”

Początkiem sowieckiego zniewolenia były zbrodnie popełnione na przedstawicielach polskiej elity społecznej, inteligencji – nazywanych „jaśniepanami polskimi”, „białymi oficerami”, „obszarnikami”.

Armia Czerwona prowadziła agresywną akcję propagandową, zmierzającą do wywołania „rewolucji społecznej”. Było to podjudzanie do zbrodni na elitach społeczeństwa polskiego, zwłaszcza na właścicielach ziemskich, osadnikach wojskowych z okresu po wojnie bolszewickiej i na oficerach Wojska Polskiego.

Podjudzanie do zbrodni bezkarnych, co gwarantowała „robotniczo-włościańska” Armia Czerwona. Dowódca Frontu Białoruskiego komandarm Michaił Kowalow wydał „odezwę” do „rzołnierzy Armii Polskiej”, na poziomie moralnym porównywalną z poziomem ortografii i składni: „Rzołnierze Armii Polskiej! Pańsko-burżuazyjny Rząd Polski, wciągnąwszy was w awanturniczą wojnę, pozornie przewaliło się. Ono okazało się bezsilnym rządzić krajem i zorganizować obronu. Wielka i niezwolczona Armia Czerwona niesie na swoich sztandarach procującym, braterstwo i szczęśliwe życie”…

Dowódca Frontu Ukraińskiego komandarm Siemion Timoszenko wzywał polskich żołnierzy: „Bronią, kosami, widłami i siekierami bij polskich panów”. To było podżeganie do zbrodni!

Zbrodnie wojenne

Armia Czerwona nie „wkraczała” do Polski w celu „ochrony” ludności, lecz atakowała Polskę w celu zagarnięcia jej terytorium i eksterminacji jej elit społecznych, by raz na zawsze zabić ideę niepodległego bytu państwa polskiego. Temu atakowi towarzyszyły od początku zbrodnie wojenne, definiowane przez cywilizowany świat od połowy XIX wieku. Także w traktacie wersalskim z roku 1919.

Po wojnie Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze wymieniał rodzaje zbrodni wojennych: planowanie, przygotowanie, rozpoczęcie i prowadzenie wojny napastniczej lub będącej pogwałceniem traktatów, porozumień, międzynarodowych umów, morderstwa, nieludzkie traktowanie ludności zamieszkującej okupowane terytoria, deportacje, mordowanie i złe traktowanie jeńców wojennych, zabijanie zakładników, przywłaszczenie własności publicznej i prywatnej, wszelkie zniszczenia, nieusprawiedliwione koniecznością wojenną, prześladowania, eksterminacja i inne nieludzkie czyny, których celem jest zniszczenie całości lub części grupy narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej.

Wszystkich wymienionych zbrodni dopuściła się „bohaterska Armia Czerwona” z hołdowniczych pomników w Polsce, już od września 1939 roku.

Męczeństwo polskich ziemian

Ludwika i Antoni Wołkowiccy byli właścicielami ziemskimi z Brzostowicy Małej na Białostocczyźnie. Komunistyczno-kryminalna banda związała ich ręce drutem kolczastym, do ust wlała wapno i żywcem zakopała. Taka była odpowiedź na nawoływania komandarmów sowieckich do walki „z obszarnikami i kapitalistami”. Wymordowano co najmniej 200 polskich ziemian. Tak zaczynał się Katyń, rozprawa z polskimi elitami.

Największych zbrodni dopuściły się regularne oddziały Armii Czerwonej. (...)

Uznając polskich oficerów za „wrogów klasowych”, a żołnierzy stawiających opór za „bandytów”, Armia Czerwona we wrześniu i w październiku 1939 r. zamordowała około dwóch i pół tysiąca polskich oficerów, żołnierzy i policjantów. Nie zginęli w walce, lecz jako jeńcy wojenni. Powinni być dopisani do rachunku katyńskiego.

Pierwszymi ofiarami sowieckich zbrodni byli obrońcy polskich granic – oficerowie i żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza. Wierni przysiędze żołnierskiej bronili granicy Rzeczypospolitej przed napastnikami, którzy wtargnęli na jej terytorium. W rejonie miasta Sarny (woj. wołyńskie) Sowieci rozstrzelali całą kompanię z batalionu KOP „Sarny” wziętą do niewoli, razem 280 oficerów i żołnierzy!

Znanym i często przytaczanym w literaturze historycznej przykładem zbrodni wojennej na bezbronnych jeńcach była śmierć oficerów i podoficerów Pińskiej Flotylli Rzecznej, którzy – zgodnie z niepisanym prawem honorowym marynarki wojennej na całym świecie – zatopili przed kapitulacją swe okręty, by nie stały się łupem przeciwnika. Zostali za to zamordowani 26 września 1939 r. w Mokranach (rejon Brześcia) –nie przez NKWD, lecz przez regularny oddział sowieckich sił pancernych.

Największych zbrodni dokonali czerwonoarmiści w Rohatynie (woj. stanisławowskie) na żołnierzach polskich i na ludności cywilnej, w Grodnie, Nowogródku, Sarnach i w Tarnopolu, także w Wołkowysku, Oszmianie, Świsłoczy, Mołodecznie, Kosowie Poleskim, Chodorowie, Złoczowie i Stryju. Nie oszczędzali kobiet i dzieci. WRohatynie rzeź trwała cały dzień.

O okrucieństwie i bezprawiu, pod parasolem ochronnym Armii Czerwonej lub z jej aktywnym udziałem, świadczą liczne, przerażające relacje... (...)

Sowiecki Selbstschutz

22 września 1939 r., po obronie Grodna, Sowieci rozstrzelali w Sopoćkiniach (25km od Grodna), strzałem w tył głowy, gen. Józefa Olszynę-Wilczyńskiego i jego adiutanta. (...)

Za oddziałami Armii Czerwonej posuwały się siły specjalne NKWD, dokonujące aresztowań i zbrodni na lokalnych elitach polskich, do czego wykorzystywały informacje przekazywane przez miejscowe jaczejki i organizującą się „milicję ludową”.Tę „milicję”, złożoną z sowieckich kolaborantów różnych narodowości, nielojalnych obywateli Rzeczypospolitej wysługujących się agresorowi, można porównać do Selbstschutzu w niemieckiej strefie okupacyjnej. Jedni i drudzy dopuścili się licznych zbrodni na obywatelach Rzeczypospolitej w pierwszym okresie okupacji.Selbstschutz pomagał gestapo w przygotowaniu „księgi poszukiwanych Polaków”, przeznaczonych do „likwidacji”. Wydaje się, że istniała również sowiecka „księga poszukiwanych Polaków”, osób zasłużonych w pracy dla państwa polskiego, przygotowywana przez komunistyczne jaczejki. Wskazuje na to sprawność, z jaką sowiecka policja polityczna dokonywała aresztowań przedstawicieli polskich elit społecznych.Na polskiej ziemi nie powinno być żadnych pomników „bohaterskiej Armii Czerwonej”. W roku 1939 była ona krwawym agresorem. W latach 1944-1945 przynosiła nam nową okupację. Jakiekolwiek hołdy w przestrzeni publicznej obrażają pamięć ofiar i poddają w wątpliwość suwerenność naszego państwa.
 
Piotr Szubarczyk,"Nasz Dziennik"

System sowiecki oparty był na gwałcie i terrorze. Popełnione zostały niezliczone zbrodnie na swoich obywatelach oraz wśród krajów satelickich. Symbolem zbrodni stał się GUŁAG – system obozów pracy przymusowej dla kryminalistów, więźniów politycznych i tzw. elementów niepożądanych.

 

Nagrania na temat: zbrodnie sowieckie

KOMENTARZE

  • ...
    http://www.youtube.com/watch?v=9rFWD48FwNM&feature=player_embedded
  • Policja w Warszawie znów broni sowieckich symboli. Dlaczego? Policja: „Będziemy ustalać”.
    *
    W rocznicę napaści sowieckiej na Polskę młodzi patrioci chcieli zasłonić obelisk upamiętniający sowieckich żołnierzy w parku Skaryszewskim w Warszawie. Chcieli… bo policja im na to nie pozwoliła. Powód? „To będziemy ustalać” – powiedział policjant.

    Dzisiaj studenci przyszli do parku Skaryszewskiego, aby zakleić folią symbol sowieckiej okupacji w Polsce. Niemal od razu pojawiła się policja. Młodych ludzi zaczęto legitymować, a funkcjonariusze nie pozwolili zasłonić monumentu. (...)

    Cytowne za: http://niezalezna.pl/46113-policja-broni-sowieckich-symboli-dlaczego-bedziemy-ustalac-zobacz-wideo

    https://www.youtube.com/watch?v=Ihvh-QuIFDA&feature=player_embedded
  • @Andy-aandy 20:15:13
    Starcie z czerwonym i białym potworem. Taka była obowiązująca wersja: Piłsudski rozpoczął wojnę z Rosją, wyprawiając się po latyfundia. Taką wersję rozpowszechniała propaganda Lwa Kamieniewa (to sowiecki prekursor Goebbelsa). Takiej uczono mnie w szkole we wczesnych latach PRL.

    Taką także głosił komunistyczny i postkomunistyczny historyk Andrzej Garlicki, który w swoich pracach o Piłsudskim pisał: „Polska konsekwentnie odrzucała radzieckie inicjatywy. Interesy klasowe i ekonomiczne polskiego obszarnictwa i burżuazji na Ukrainie, Białorusi i Litwie, prymitywny antykomunizm determinowały polską politykę ekspansji. [...] Ci, którzy ginęli w obronie Warszawy, płacili cenę za szaleństwo zdobywania Kijowa” („Mądry król Asioka”). W innym miejscu dodawał: „Za armią polską powracali na Ukrainę polscy obszarnicy, brutalnie egzekwując swoje przywileje” („Józef Piłsudski”). A ponieważ chłop ukraiński otrzymał od władzy sowieckiej ziemię – poparł tę władzę, sprzeciwiając się w ten sposób polskim okupantom – twierdzi Garlicki.

    Przemysł fałszowania historii

    Oczywiście można by przypomnieć, że Piłsudski wydał (12 maja 1920 r.) zakaz powrotu byłych właścicieli na Ukrainę, że traktował kampanię kijowską podobnie jak wyzwalanie Łotwy, jako pomoc mieszkańcom dawnej Rzeczypospolitej, a wyzwolone obszary przekazywał miejscowej administracji – ale przecież Garlicki doskonale o tym wiedział. I wiedział też, że kłamie. Kłamał, kiedy był tajnym współpracownikiem SB, kłamał, gdy formalnie być nim przestał. Z tych służb nigdy się nie odchodzi, nawet po śmierci. Gdyby ktoś chciał napisać mu nekrolog – o odkrywaniu prawdy byłoby w nim niewiele, o wylansowanych kłamstwach znacznie więcej.

    Garlicki był jednym z najbardziej zasłużonych propagandystów sowieckich w nauce polskiej. Formalnie był tylko pedagogiem (także TW „Pedagogiem”), lecz wskutek tego, że jego poglądy zostały powielone przez pamięć uczniów i czytelników – był jednym z najbardziej szkodliwych agentów wpływu. O jego skuteczności świadczy to, że do dzisiaj w dyskusjach o wojnie 1920 r. wracają pozostawione nam przez niego kłamstwa o „polskiej winie” i o „niepotrzebnej agresji”.

    Coś więcej niż zbieranie ziem

    Niektórzy historycy twierdzą, że po zdobyciu władzy Lenin i Trocki, naśladując dawnych carów, rozpoczęli „zbieranie ziem”. Jest to prawda – ale niecała. Istotą rewolucji październikowej było połączenie wielkoruskiego szowinizmu z programem rewolucji światowej. Doktryną obowiązującą Rosjan po 1917 r. stała się koncepcja Lwa Trockiego, iż wobec słabości i niedojrzałości europejskiego proletariatu na bolszewickiej Rosji spoczywa obowiązek wnoszenia rewolucji z zewnątrz – na bagnetach.

    „Czerwony marsz” rozpoczęto natychmiast po upadku Niemiec. Za symboliczną datę można uznać 15 listopada 1918 r. – tego dnia Zachodni Rejon Obrony został przemianowany na Armię Zachodnią. Oddziały tej armii rozpoczęły marsz w kierunku Polski, zajmując Mińsk, Lidę i Wilno. Armie sowieckie ścierały się początkowo tylko z polską Samoobroną, potem dopiero z oddziałami Wojska Polskiego. 14 lutego 1919 r. oddział kapitana Piotra Mienickiego wyzwolił zagarniętą przez Rosjan Berezę Kartuską. Polacy wzięli do niewoli 80 żołnierzy i zdobyli dwa cekaemy. Była to pierwsza licząca się bitwa wojny bolszewickiej, do historii jednak nie przeszła. W peerelowskim matriksie przykryła ją komunistyczna narracja kojarząca Berezę z więzieniem. I będzie tak dopóty, dopóki do polskiej kultury nie wprowadzi się uroczystości upamiętniających to zwycięstwo.

    Od wyzwolenia Berezy karta się odwróciła. 19 lutego Polacy wyzwolili Białystok, potem zaczęli odbijać kolejne miasta polskie: Wilno, Grodno, Nowogródek. Wojna stała się faktem, front to rozpalał się, to wygasał. Bolszewicy nie rezygnowali z „czerwonego marszu” – tyle że mieli kłopoty wewnętrzne, to z Kołczakiem, to z Denikinem. Piłsudski także nie chciał angażować wojsk i na całe tygodnie zawieszał działania wojenne. Wolał, aby w tym czasie Rosjanie osłabiali się nawzajem. Tylko wtedy, gdy dwa potwory, biały i czerwony, nawzajem się wykrwawią, tylko wtedy – powtarzał – Polacy mają szansę na niepodległość.

    W tym miejscu warto przypomnieć, że od września 1919 r. u Denikina przebywała misja gen. Aleksandra Karnickiego. Dzięki jej raportom Piłsudski znał wyjawione i niewyjawione zamiary „wierchownego prawitiela”. Rosyjski dowódca żądał, aby zajmując miasta na wschód od Bugu, Polacy zatykali tam dwugłowe orły, miał pretensje o zajęcie guberni wołyńskiej, z której chciał „wybrać rekruta”, wyzwolenie Kamieńca Podolskiego uważał za akt wrogi – bo sam miał ochotę go wyzwolić. Gdyby Denikin wygrał – alianci uznaliby sprawę Polski za wewnętrzną sprawę Rosji.

    Zwycięstwo rewolucjonistów nad Denikinem polepszałoby naszą sytuację o tyle, że bolszewicy nie byliby aliantami Anglików czy Francuzów. Jednak niepodległości również nam nie zapewniało. By Polska naprawdę odzyskała niepodległość, Denikin musiał przegrać, a bolszewicy też nie mogli wygrać. Tę kwadraturę koła Piłsudski rozwiązał po mistrzowsku: doprowadził do osłabienia obydwu sił rosyjskich – nie biorąc udziału w ich zmaganiach.

    Ideologiczna i praktyczna „podgotowka” ataku

    Decyzja o budowie Ogólnoświatowej Republiki Rad była dogmatem kongresu założycielskiego III Międzynarodówki w marcu 1919 r. Wtedy to w referacie programowym Lew Trocki zapowiedział, że „po rozgromieniu kontrrewolucji w Rosji nastąpi pochód na kraje kapitalistyczne Europy”. Była to decyzja polityczna, na sprzyjające warunki strategiczne należało nieco poczekać. Dopiero po rozbiciu wojsk Kołczaka i Denikina rząd sowiecki postanowił skończyć z Polską – zapowiadał to wywiad Trockiego z grudnia 1919 r. dla „Internationale Communiste”, zapowiadały to pojawiające się od początku 1920 r. plakaty z napisami: „Pobiwszy Denikina, nie pobijemy Polaka?”.

    27 lutego 1920 r. Lenin nakazał Rewolucyjnej Radzie Wojennej Republiki wzmocnienie Frontu Zachodniego w celu przygotowania go do wojny z Polską. Plany operacji antypolskiej od lutego 1920 r. przygotowywał sztab kierowany przez byłego pułkownika carskiego Borysa Szaposznikowa. Równolegle trwało nasycanie frontu antypolskiego wojskiem – łącznie przerzucono tam 220–250 tys. żołnierzy.

    10 marca 1920 r. podczas narady dowódców i komisarzy politycznych w Smoleńsku głównodowodzący Armii Czerwonej Siergiej Kamieniew zatwierdził plan decydującego uderzenia na Polskę. Termin – o czym Polacy mogli nie wiedzieć – wyznaczono na 14 maja. Wiedzieli jednak, że na froncie antypolskim pojawiają się nowe oddziały. Można było czekać na ich atak, można było zadać uderzenie wyprzedzające. 25 kwietnia, po uprzednim zawarciu porozumień z Ukraińcami, Piłsudski rozpoczął atak wyprzedzający, zakończony rozbiciem XIV i XII armii sowieckich, wyzwoleniem Wołynia, a następnie Kijowa (7 maja 1920 r.).

    Piłsudski przybył do Kijowa 8 maja, lecz usunął się, by nie upokarzać Ukraińców. Nie chciał, by go witano jak zwycięzcę. 9 maja na Kreszczatiku odbył się tylko uroczysty przegląd armii Śmigłego, w którym wzięły też udział oddziały ukraińskie. Piłsudski spotkał się z Symonem Petlurą na peronie w Winnicy, objął go po bratersku, akcentując partnerski charakter ich stosunków. Wierzył, że Ukraińcy potrafią obronić wolność, jaką ofiarowali im Polacy. Niestety, nie potrafili. Autor: Bohdan Urbankowski
  • @Kula Lis 20:49:06
    *
    komunistyczno-sowiecki nie tyle "historyk" co raczej propagandzista Andrzej Garlicki — pisał dokładnie to, co mu bolszewicko-sowieccy politrucy i nadzorcy z SB nakazywali...

    Poza tym, dobre uzupełnienie dotyczące celów komunistycznych zbrodniarzy. Choć, swoich zamiarów dotyczących opanowania całego świata po wymordowaniu milionów niewinnych osób w Rosji — ci sowieccy zbrodniarze nigdy nie ukrywali.

    Ta komunistyczno-bolszewicka zbrodnicza hołota nie ukrywała także i swojej nienawiści do Polaków. Dlatego mordowli Polaków już od początku bolszewickiej rewolucji w 1917 r.
  • @Andy-aandy 23:00:17 to także nie rozliczone do dziś. Pzdr!
    Operacja Wehrwolf - najbrutalniejsza akcja pacyfikacyjno-wysiedleńcza na Zamojszczyźnie

    Polityka okupacyjna III Rzeszy w stosunki do Polski nie różniła się teoretycznie od tej stosowanej w innych krajach, które miały się stać częścią nowego państwa niemieckiego. Podstawową różnicą między akcją wysiedleńczą na terenach polskich a tymi przeprowadzonymi na terenach Alzacji, Lotaryngii czy Słowenii była jej skala.

    Wysiedlanie Polaków z Zamojszczyzny w ramach Generalnego Planu Wschodnieg

    Z terenów Słowenii wysiedlono ok. 50 tysięcy ludzi. W Alzacji i Lotaryngii było to już ponad 100 tysięcy. W Polsce wyglądało to dużo bardziej tragicznie. Z samej Warszawy wysiedlono blisko pół miliona ludzi. Łączna liczba wysiedlonych Polaków szacowana jest na 1650 tysięcy ludzi. Kolejna niezwykle istotną różnicą jest przebieg akcji wysiedleńczych. Gdy ludność otrząsnęła się po pierwszych kilku akcjach zaczęła czynnie przeciwstawiać się okupantom. Cywile uciekali ze wsi gdy spodziewali się, że wkrótce mogą przybyć Niemcy, aby ich rugować z ziem.

    A partyzanci walczyli z oddziałami mającymi te wysiedlenie przeprowadzać, a także utrudniali osadnictwo przybyłych kolonistów. Poniższa praca ma na celu przedstawienie przebiegu akcji i jej skali na Zamojszczyźnie. Nie do końca można ustalić daty graniczne akcji Wehrwolf. W tej pracy postanowiłem skupić się na okresie między końcem czerwca a połową sierpnia 1943 r.

    Akcje wysiedleńcze zaczęły się już w 1939 roku. Przesiedlenia na terenach Generalnego Gubernatorstwa zaczęły się dopiero w następnym roku. Natomiast przesiedlenia ludności z Zamojszczyzny zaczynają się dużo później. Dowódca SS i policji na Lubelszczyznę Otto Globocnik, już w kwietniu 1941 roku zapowiadał rychłe przekształcenie Lubelszczyzny w teren kolonizacyjny. Dopiero 12 listopada 1942 roku wychodzi rozporządzenie Himmlera o utworzeniu na Zamojszczyźnie pierwszego obszaru kolonizacyjnego1. Wkrótce po wyjściu rozporządzenia rozpoczyna się pierwszy etap wysiedleń, trwający od listopada tegoż roku do marca 1943 roku. Następny etap odbywał się w ciągu wakacji 1943 roku, a dokładniej od końca czerwca do końca sierpnia. Niemcy liczyli na szybkie przeprowadzenie akcji wysiedleńczych. W niektórych miejscach zaraz po wysiedleniu wiosek wprowadzali nowych osadników. Polskie gospodarstwa już dawno miały przydzielonych osadników. Oprócz Volksdeutchów mieli to być, mieszkańcy Lotaryngii, Alzacji, Luksemburga, Słoweńcy, a nawet Norwegowie. Wysiedlaną ludność poddawano ścisłej segregacji rasowej. Dzielono ją na cztery grupy. Do pierwszej i drugiej grupy kwalifikowano osoby, które będzie można poddać zniemczeniu, były to dość nieliczne grupy. Najwięcej osób należało do trzeciej grupy, która też sama w sobie dzieliła się na dwie podgrupy. Pierwszą z nich były dzieci do lat 14, oraz osoby powyżej 60 roku życia. Wszyscy z tej grupy były kierowane do wsi z których wysiedlono Żydów. Reszta stanowiła drugą podgrupę. Osoby do niej należące kierowane były do przymusowej pracy na wschodzie lub w Rzeszy. Czwarta grupa obejmowała ok. 21% ludności. Wszystkie osoby z tej grupy miały być poddane eksterminacji. Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy 26 października 1942 roku ustalił, że co tydzień z Zamościa miały odjeżdżać trzy pociągi do Oświęcimia oraz dwa pociągi do Berlina2. Ta część akcji wysiedleńczej się nie udała, gdyż wiadomo jedynie o transportach odchodzących w grudniu 1942 roku. Zaniechanie transportów ma najprawdopodobniej taką samą przyczynę jak wstrzymanie całej akcji w marcu. Mowa tutaj o niespodziewanym, dla hitlerowców, oporze ludności polskiej. Gdy Polacy zdali sobie sprawę z zagrożenia wynikającego z akcji wysiedleńczej zaczęli masowo uciekać z domów i ukrywać się. Z planowanych 108 tysięcy Polaków udało się Niemcom wysiedlić około połowy. Dodatkowo niezwykle aktywna na tych terenach była partyzantka. Już pod koniec grudnia 1942 oddziały Armii Krajowej oraz Batalionów Chłopskich atakowały nowo skolonizowane wsie oraz mniejsze oddziały niemieckie wyznaczone do rugowania Polaków .

    Przerwanie akcji wysiedleńczej nie oznaczało bynajmniej jej końca. W ciągu tych kilku tygodni, tj. od marca do końca czerwca Niemcy zebrali liczne oddziały SS, policji, żandarmerii a nawet wojska w celu pacyfikacji oddziałów partyzanckich na terenach Zamojszczyzny, a potem całej Lubelszczyzny. Symptomy planowania drugiej fali wysiedleń dało się zauważyć już na początku czerwca 1943 roku. Najprawdopodobniej 1 czerwca została spacyfikowana wieś Sochy koło Zwierzyńca. Na początku miejscowość została otoczona przez hitlerowców, a następnie zbombardowana przez lotnictwo niemieckie, wszyscy którzy próbowali uciec zostali zabijani. Z 360 mieszkańców przeżyło ok. 20 osób3. W odwecie partyzanci zaatakowali i spacyfikowali wieś Siedliska, także ostatnio wysiedloną i skolonizowana przez osadników niemieckich. W wyniku tej akcji władze hitlerowskie wydały specjalną odezwę do mieszkańców4. Mówiła ona o tym, że czas tolerancji i jak najmniejszego szkodzenia ludności polskiej się skończył. Od tego momentu wszelkie tego typu zbrodnicze czyny miały być surowo karane. Za każdego Niemca zabitego w wyniku akcji odwetowych przeprowadzonych przez partyzantów, zostanie złapana i rozstrzelana wielokrotna ilość Polaków. Owe groźby zostały zrealizowane tuż po zniszczeniu Siedlisk. W wyniku akcji odwetowej wzięto 80 zakładników ze wsi Kosobudy oraz wysiedlono kilka wsi w okolicy Siedlisk. Wszystkich ujętych podczas tej akcji Polaków wywieziono na Majdanek5. Oprócz akcji militarnych Niemcy stosowali również innej represje wobec ludności polskiej. Zakazano, bez specjalnego zezwolenia policyjnego, używania publicznych środków komunikacji, takich jak koleje i samochody. Wstrzymana została również komunikacja telegraficzna i telefoniczna w dystrykcie lubelskim.

    Akcja „Wehrwolf” polegała na przesiedlaniu konkretnych grup ludności w różne części dystryktu lubelskiego, a nie tylko na wysiedleniu Polaków. Pierwsze wysiedlenia miały miejsce w powiecie biłgorajskim. Powiat ten przygotowywany był pod Ukraińców i Volksdeutschów wysiedlanych w tym samym momencie z Zamojszczyzny. Mieli być oni przesiedleni na tereny tego powiatu, żeby przygotować Zamojszczyznę dla osadników niemieckich. Polacy mieli zostać wysłani na roboty przymusowe do Niemiec. Propaganda niemiecka głosiła, że ludność polską, żyjącą na tych terenach z rabunku i bandytyzmu należy usunąć. A wprowadzenie na ich miejsce ludności ukraińskiej i niemiecki spowoduje zmianę struktury agrarnej, która wzbudzi intensyfikację rolnictwa i zwiększenie plonów, a także odrzuci dawną własność proletariacką. W propagandzie niemieckiej często ludność polską przedstawiano jako stronników Związku Radzieckiego, również dlatego w oficjalnych odezwach do społeczeństwa partyzantkę nazywano bandami bolszewickimi. Mimo bardzo brutalnego przeprowadzania akcji wysiedleńczych przez Niemców nie udało im się zdławić polskiej partyzantki, która na bieżąco walczyła z oddziałami które miał przeprowadzać pacyfikacje. Akcje Polaków były najbardziej skuteczne w momencie gdy Niemcy chcieli niszczyć oddziały partyzanckie i zaczęli wchodzić do lasów. W tym terenie partyzanci bronili się bardzo skutecznie i zadawali duże straty hitlerowcom. Dlatego też, wkrótce, taktyka wysiedleń zaczęła się zmieniać. Porzucono wszelkie próby niszczenia oddziałów partyzanckich, jedynie sporadycznie bombardowano lasy w których mogli się ukrywać partyzanci. Teraz Niemcy skupili się głównie na wysiedleniach wiosek. Zazwyczaj akacje były przeprowadzane a bardzo podobny sposób6. Teren około 2-3 gmin został okrążany silnymi oddziałami wojskowymi. Do tak przygotowanego kotła wkraczają SS, żandarmeria i wojsko, które przeczesują wszystkie lasy, pola i wioski. Cała pochwycona ludność zostaje wysiedlono z pacyfikowanych terenów. Wszyscy próbujący ucieczki zostają zabijani.
  • @Andy-aandy 23:00:17
    Czas na reaktywację AK oraz KEDYW-u, Polski Podziemnej ze wszystkimi atrybutami władzy a także NSZ i do roboty, a jest jej dużo, stajnię Augiasza trzeba wyczyścić do fundamentów lub głębiej. Także i reaktywacja Sztyletników by się bardzo przydała o ile wiecie kim byli i jakie zadania wykonywali także. Poczytajcie o ile nie wiecie: http://historia.org.pl/2013/01/19/sztyletnicy-tajni-likwidatorzy-w-sluzbie-rzadu-narodowego/
  • Tadeusz Płużański o bestiach systemu komunistycznego, które są wśród nas
    Published on Oct 23, 2013
    http://wkrakowie2013.wordpress.com/20...
    Tadeusz Płużański o bestiach systemu komunistycznego, które są wśród nas

    http://www.youtube.com/watch?v=0PhdEgE_nwk#t=264

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

ULUBIENI AUTORZY

więcej